Dedykacje

Łączna liczba wyświetleń

środa, 25 września 2013

One Dream: One Love (Rozdział 14)


- I jak? Już dobrze pomiędzy wami? – zapytała Vi podchodząc do nas z Harrym, Al i Niallem.
- Wiedziałyście? – zapytała Su patrząc na nie podejrzliwie.
- Tak. Nialler to zaplanował. – powiedziała Al, przytulając się do chłopaka.
- Wszystko dobrze. Jest jeszcze jedno. Wracacie z nami do Londynu? – zapytałem.
- Ale wszystkie? Ja i Vi też? – zapytała Al.
- Tak. Nie moglibyśmy was tu zostawić. – powiedział Niall całując ją w policzek.
Dziewczyny zaczęły skakać z radości i prosić Susan aby się zgodziła, ja i chłopaki ledwo powstrzymywaliśmy się od śmiechu, bo robiły to aż się zgodziła.
- To co? Zaczynamy? – zapytał Liam podchodząc do nas.
- Ale co? – zapytała zdziwiona Susan.
- Myślałaś, że to koniec niespodzianki? – zaśmiałem się.
Dziewczyny weszły w tłum, a my zaczęliśmy śpiewać  „Little things”

Perspektywa Susan
- Już śpiewają „Little things”? – odezwał się głos za mną – To znaczy, że spóźniłyśmy się na romantyczny moment.
- Dani? Pezz? – odwróciłam się gwałtownie.
- No hej.- powiedziała Perrie i przytuliła mnie – Spodobała ci się niespodzianka Louisa?
- Bardzo.
- Perrie Edwards? Danielle Peazer? – zapytała Vi.
- Cześć. Miło was poznać. – powiedziała Dani.
- Was też. – powiedziała zszokowana Al.
- Już nie mogę doczekać się jutra. – powiedziała Dani
- Zaraz, zaraz… Jutra? – zapytałam zdziwiona.
- Ahhh… Ona nie jest jeszcze wtajemniczona. – powiedziała Vi.
- Tak samo jak Horan. – zaśmiała się Pezz.
- O co chodzi?- zapytałam.
- Chłopaki urządzają dla Nialla urodziny, tu w Polsce. Przyjedzie jego rodzina i wiele znajomych. O tym samolocie dzisiaj to było kolejne kłamstwo, chociaż jakby się zastanowić… Goście przylatują dzisiaj. – powiedziała Dani.
- Ale to nie będzie u nas w domu, prawda? – zapytałam z nadzieją.
- Spokojnie. Chłopaki znaleźli już jakieś miejsce. – uśmiechnęła się podejrzliwie Pezz.

Po imprezie
- To jeszcze raz. – mówię powtarzając sobie w głowie słowa Pezz – Niall i Alex idą na randkę, a my w tym czasie szykujemy imprezę? Tak samo jak urodziny Liama?
- Nie, nie. Urodziny Nialla są już gotowe, goście już tam są, a Alex tak wkręci Nialla, że pojadą właśnie tam.- mówi Louis płacąc za kawę.
- Ale kiedy wy to zrobiliście? – dopytuję się chłopaka.
- Poprosiliśmy aby Dani, Pezz i rodzina Nialla przygotowała to miejsce gdy my byliśmy na tym balu.
- No dobra. A co z prezentem od nas? Bo powiedziałeś, że mamy mu coś dać razem. – mówię trochę zirytowana, że muszę robić prezent z Lou, chociaż go kocham, chciałabym zrobić dla Nialla coś od siebie.
- Zobacz. – wyciąga małe pudełeczko z kieszeni.
- Co to? Chcesz mu się oświadczyć? – zaczynam chichotać.
- Nie. Mówił mi, że chce oświadczyć się Al, ale nie umie wybrać jej pierścionka. Wybrałem za niego.
- A skąd wiesz, że on już go nie kupił?
- Bo powiedział, że nie kupi pierścionka dopóki nie będziemy w Londynie i jeszcze chce ją lepiejpoznać. – zaśmiał  się.
- No dobra. To pokarz go.

- I co? – pyta.
- Przepiękny.
Chłopak zerka na pierścionek i pośpiesznie dodaje:
- Ups. To nie ten. – wyciąga inne pudełko – To jest ten.


-Ale w takim razie, co to był za pierścionek? – zapytałam chłopaka.
- Znalazłem go na chodniku.
- Okey. Wracamy do domu? Późno się robi. – zapytałam.
- Jasne. Chodźmy. – odeszliśmy od stołu i ruszyliśmy do samochodu.
Gdy dojechaliśmy do domu była już trzecia w nocy. Zdjęliśmy buty i poszliśmy na górę, on do pokoju gościnnego, a ja do siebie.
Rano wstałam o 6. I jak to w moim zwyczaju wzięłam ubrania, poszłam wziąć lekki prysznic i zeszłam na dół. Weszłam do kuchni i zaczęłam robić sobie śniadanie.
- Hej słońce. – przywitał się Louis stojąc za moimi plecami i przytulił się do mnie. – Jak się spało?
- Dobrze, a tobie? – pytam odwracając się twarzą do niego, a on wykorzystując sytuację całuje mnie.
- Też dobrze. – mówi patrząc mi w oczy i wycierając kącik moich ust. – Zostało ci trochę pasty do zębów.- zaśmiał się. – Czemu tak wcześnie wstałaś? – pyta podchodząc do lodówki i wyciąga z niej świeży sok.
- Idę pobiegać. Zawsze chodzę, a raczej zawsze chodziłam. – ale on tylko patrzy na mnie pytającym wzrokiem.
- Dlaczego już nie wychodzisz?
- Bo przecież nie znam Londynu i mogłabym się zgubić.
- A po naszej kłótni jakoś wybiegłaś z domu. – mówi obejmując mnie w talii.
- Nie przypominaj mi, proszę. To wtedy poznałam Romano. – mówię
- Przepraszam. – powiedział całują mnie w policzek.
- No dobrze. – uśmiecham się – Idę zjeść i lecę pobiegać. – uwalniam się z jego uścisku i idę w kierunku jadalni.
Siadam do stołu, a on obok mnie.
-Mogę iść z tobą?
- Oczywiście. Dlaczego pytasz?
- Bo myślałem, że wychodzisz rano aby uwolnić się od ludzi, z którymi spędzasz cały czas.
- Uwielbiam z nimi przebywać. – całuję go w policzek.
Gdy zjadłam, poszłam obmyć talerz i poszliśmy założyć buty.
- Gdzie biegniemy? – pyta zamykając drzwi.
- To niespodzianka. – mówię i ciągnę go za sobą w stronę lasu.
Po dwudziestu minutach dobiegamy w przepiękne miejsce, przypominające trochę scenerię ze „Zmierzchu”.

- To właśnie tu. – mówię– To tu z Al i Vi piszemy piosenki. Też gdy jestem smutna często tu przychodzę. To miejsce mnie uspokaja. Czuję, że jestem tu bezpieczna. Wiem, wiem… mówię jak jakaś psychopatka, albo coś gorszego.
- Wcale, że nie. Bardzo pięknie opisujesz swoje uczucia do tego miejsca, swoje wrażenia. – przysuwa się do mnie i całuje w czoło. – Cieszę się, że cię spotkałem. – obejmuje mnie w talii- Kocham cię.- szepcze mi do ucha.
-Ja ciebie też. – zamykam oczy i przypominam sobie nasze pierwsze spotkanie. Na tym koncercie, tak niedawno, a ile już się zdarzyło. Stoimy tak przez chwilę wtuleni w siebie. 
- Lepiej wracajmy, jeszcze musimy przygotować kilka rzeczy.- mówi i ciągnie mnie za sobą.




________________________________________________________________
No siemanko! Przepraszam, że tak dawno nie dodawałam ale wiecie, szkoła. Dzisiaj siedzę w domu bo chora jestem więc może też dzisiaj dodam 15 rozdział. ^__^

piątek, 20 września 2013

One Dream: One Love (Rozdział 13)


Wszedłem przez drzwi, a gdy tylko pojawiłem się w jadalni ona odeszła od stołu i poszła do swojego pokoju.
- O Louis. Dobrze, że jesteś. – powiedziała Al, wchodząc do jadalni. Była już gotowa na bal.

- Łał. Świetnie wyglądasz. – powiedziałem.
- Louis, ona jest moja. – powiedział Niall wychodząc zza moich pleców i podszedł do Al przytulając ją do siebie pocałował w policzek.
- Ej. Co tu się dzieje?- zapytała Vi schodząc z góry razem z Hazzą- I co myślicie?
Zapytała obracając się w miejscu pokazując nam swoją czarną sukienkę.

- Przepięknie. – mówimy wszyscy naraz.
-Dzięki. – powiedziała wtulając się w Styles’a
- Dobra ja idę się pakować. –poszedłem do pokoju gościnnego, spakowałem walizkę i rzuciłem się na łóżko. Pomyślałem, że z nią pogadam.
- Prosz.- powiedziała gdy zapukałem.
- Hej.
- O, Louis. Właśnie chciałam cię o coś zapytać.
-W takim razie słucham. – powiedziałem lekko zdziwiony obrotem sytuacji.
- Czy ty cos do mnie czujesz?
- Emm… Nie. – powiedziałem
- Ok. Mógłbyś wyjść? Chciałabym się przebrać.
- Jasne.
 Poszedłem do pokoju i położyłem się na łóżku. Musiałem zasnąć bo gdy zszedłem na dół, chłopaki siedzieli przy stole w jadalni.
- Gotowy? – zapytał Liam.
- Pojechały? –zapytałem, a Zayn kiwną głową.
Tak. – odpowiedziałem kiwając głową.

Perspektywa Susan
Al i Vi już weszły do restauracji, a ja stałam na zewnątrz. Zdecydowałam się wejść. Wiele chłopaków przypatrywało się mojej sukni.

- Łał, Susan! Prześlicznie wyglądasz. – powiedział Adam.
- Dziękuję.
Wszyscy bawiliśmy się przez trzy godziny. Cały czas myślałam o  tym czy chłopaki już wystartowali. Nagle zgasło światło.
- Moi drodzy. – powiedział dyrektor naszego starego gimnazjum. – Mamy dla was niespodziankę!
I wtedy pojawił się na scenie z gitarą w dłoni i usiadł na stołku pośrodku sceny.

Perspektywa Louisa
- Susan? Susan Dragon? – zapytałem patrząc w tłum ludzi. Wreszcie ją zobaczyłem. – Susan, chciałem cię przeprosić za to, że cię okłamałem. Okłamałem cię co do moich uczuć do ciebie i tego, że obiecałem ci zapomnieć o tym co się wydarzyło w Londynie, nie potrafię. – zacząłem śpiewać jedną z naszych piosenek. „I should’ ve Kissed you”.  Gdy skończyłem ostatnią zwrotkę, wszyscy zaczęli klaskać. Zsiadłem ze stołka i poszedłem odłożyć gitarę.
- Louis? – zapytała podchodząc do mnie. Odwróciłem się gwałtownie. – Louis? To prawda? To co powiedziałeś?
- Tak. – powiedziałem biorąc ją za ręce – Tak, to prawda. – cały czas patrzyłem w jej oczy.
- To czemu mnie okłamałeś?
- Bo myślałem, że spotykasz się z …
- Adamem? – dokańcza za mnie – Proszę cię. Adam był kiedyś moją miłością.
- A teraz? – pytam przysuwając się do niej.
- Hmmmmm… No pomyślmy… - śmieje się – To chyba ty.
Wreszcie! Zrobiłem to! Pocałowałem ją!
- Susan?- pytam patrząc jej w oczy.
- Tak?
- Będziesz moją dziewczyną?
- Tak!- rzuciła się mi na szyję i pocałowała w policzek. Obróciłem ją w powietrzu i postawiłem na ziemi całując ją mocno.

No cześć! Co tam? Przepraszam, że tak długo nie dodawałam, ale miałam strasznie dużo pracy :P Weźcie jaką miałam radochę jak moja koleżanka z klasy powiedziała, że wujek załatwił jej bilety na koncert chłopaków! Obiecała mi DWA AUTOGRAFY LOUISA!!!!!!!! Boże tak się cieszę, że zaraz zwariuję! Jeśli jej się uda dojść do chłopaków to mi przywiezie! Tak się cieszę! Dobra, ja może dodam jeszcze dzisiaj, a jak nie to dodam jutro ^^
//Zara

niedziela, 15 września 2013

One Dream: One Love (Rozdział 12)


Perspektywa Nialla
- Louis? Wszystko okey? – pytam martwiąc się o kumpla, bo widzę łzy w jego oczach.
- Nie. Nic nie jest dobrze. – mówi i chowa twarz w dłonie.
- Ej. Nie płacz. – mówi Daddy – Na pewno wszystko się jakoś ułoży.
- Ale co ja mam zrobić? – pyta dalej szlochając.
- Chwila. Kiedy jest ten bal? – pytam.
- Jutro. – odpowiada Lou podnosząc na mnie wzrok. – A po co pytasz?
- Chyba mam pomysł. –mówię i zacieram ręce.

Perspektywa Susan
- Tata! Mama! Karol! – rzucam się na szyję tacie, potem bardzo mocno przytulam mamę, a później podnoszę mojego 8- letniego brata.
- Su! Zaraz mnie udusisz! – woła młody, a ja go odstawiam.
- Przepraszam po prostu strasznie się cieszę, że się znaleźliście.- weszliśmy do środka. Siedzieliśmy przez cztery godziny rozmawiając.
- Su, pewnie jesteś zmęczona tym lotem. Idź się połóż.- zaproponował tata
- Dobrze. –idę po schodach na górę do mojego starego pokoju.
Gdy wchodzę widzę moje stare meble. Dalej zagracone biurko. Niepościelone łóżko i kanapę w rogu pokoju. Podchodzę bliżej okna i rozglądam się po okolicy. Odwracam się aby spojrzeć na drzwi i widzę, że mam całe poklejone szafy. Plakaty i zdjęcia, wycięte z czasopism pojedyncze zdjęcia chłopaków. Zamykam oczy bo zaczynają mnie piec. Gdy je otwieram łzy zaczynają mi spływać po policzkach.
- Tęsknię za tymi idiotami. – chowam twarz w dłonie i opieram się o drzwi balkonowe.
Nagle dzwoni mój telefon.
- Liam? – pytam starając się nie płakać.
- Możemy porozmawiać? – pyta.
- Jasne, a gdzie jesteś. – pytam.
- Za drzwiami. – odpowiada, a ja się rozłączam.
Podchodzę do drzwi i je otwieram, a tam stoi Liam i Dani.
- Co wy tu robicie? – pytam zapraszając ich do środka.
- Musimy porozmawiać na temat tego co zaszło między tobą, a Louisem.

Perspektywa Alex
Gdy wracamy do naszego wspólnego domu po zostawieniu Su u rodziców na dwie godzinki, Vi cały czas się śmieje:
- Matko!  Nie mogę w to uwierzyć! Harry i ja jesteśmy razem, a ty i Niall? Też pomiędzy wami coś zaszło? – pyta
- Tak. Też jesteśmy razem. – obie zaczynamy piszczeć.
- Cicho. Hazzuś dzwoni. – ucisza mnie moja kochana sis – Tak? – mówi do telefonu – Jasne. Kiedy? Już jej mówię i jedziemy. To pa. Całuski.
- I co chciał? – pytam zerkając na siostrę
- Mamy podjechać pod dom, czekają na nas. Podobno twój książę z bajki ma plan aby pogodzić Louisa i Su.
- Okey. – mówię i dodaję gazu.

Perspektywa Susan
Opowiedziałam wszystko Liamowi i Dani. Jakąś godzinę temu wyszli, a ja teraz leżę na moim łóżku i patrzę na jedną stronę szafy, gdzie znajduje się plakat i naklejki chłopaków. Cały czas patrzę na tę naklejkę z Louisem. Strasznie mi go brakuje. Chciałbym z nim porozmawiać, ale będzie jeszcze gorzej. Postanowiłam się zdrzemnąć.

Następnego Dnia
Wstałam o 10. Moi rodzice jeszcze spali więc ja wyszłam z ich domu i zadzwoniłam do Al.
- No hej! Wstałyście już?- pytam gdy odbiera telefon.
- No jasne. Podjechać po ciebie? Byłyśmy wczoraj, ale spałaś. – śmieje się
- Tak.
- To zaraz będziemy.
- Okey, ja czekam. –mówię i się rozłączam.
Czekam pół godziny. Nagle zza rogu wyjeżdża moja kochana cytryna.
-No hej! – mówi wysiadający z mojego samochodu Niall.
- Niall? Co ty robisz w moim samochodzie? Liam?
- Al prosiła, żebym podjechał po ciebie, zabrałem go ze sobą.- pokazuje na Liama za kierownicą- A i nie martw się. Dzisiaj mamy samolot do Londynu.
- Okey.
- To jedziemy? – pyta otwierając mi drzwi.
- Tak. – wsiadłam do samochodu. Jechaliśmy w milczeniu. Liam odezwał się pierwszy gdy byliśmy już pod domem:
- To jak? Macie tan bal. Co założysz?
- A co?- zapytałam.
- Tak tylko pytam.
- Czerwono- białą sukienkę. – mówię.
- To fajnie. Gdyby Louis… - Niall zaczyna ale nie kończy.
- Co Louis? – patrzę na niego.
- Nie ważne. Prosiłaś aby zapomniał. Dlatego wyjeżdżamy. – mówi smutny Liam.
- Ja… - zamykam oczy i spuszczam głowę – Ja tylko…
Niall kładzie rękę na moim ramieniu.
- Nie martw się. Zrobiło mu się smutno, ale rozumie twoją prośbę. Chociaż wolałby, żebyś go wysłuchała.
- Jest tutaj? – patrzę na dom.
- Nie. Pojechał zwiedzić Szczecin. – zaśmiał się Niall.
Wchodzę do domu. Al z Dani robią obiad. Harry z Vi bawią się z naszym kotkiem, Luną.
 
- Hej Su! – powiedziała Al, machając do mnie zza ścianki działowej.
- Su! Łap Lunę. Harry co jej zrobiłeś? – zaśmiała się Vi.
- Ja nic! – usprawiedliwia się.
- Luna! – łapię futrzaka, który zaczyna się we mnie wtulać – Co? Stęskniłaś się? – pytam drapiąc ją pod brodą – Czy ten wredny Harry coś ci zrobił? – pytam śmiejąc się z miny Loczka.
- No dzięki, wiesz?- mówi i udaje Focha.
- Oj nie fochaj się na mnie Hazz. – robię minę zbitego psiaka, a on zaczyna się śmiać.
- Jak dobrze być w domu. – mówię odkładając kociaka na podłogę. – Jeśli pozwolicie. Pójdę się przebrać.- zmierzam w stronę schodów. – Chwila. Gdzie Zayn?
- Rozmawia z Pezz na skayp. – mówi Niall obejmujący Al w pasie i przysówając ją do siebie szczepce coś do niej, a ona tylko zaczyna się śmiać i odsówa go od siebie kręcąc głową. Pewnie mówił coś o jedzeniu.
Wchodzę do mojego pokoju i grzebię w walizce. Mam jeszcze 9 godzin do balu więc może spotkam się z Adamem i obgadam sprawę z lotniska o jego uczuciach do mnie. Biorę dopasowany przez Pezz ciuszek i idę wziąć prysznic.

Tak ubrana schodzę do jadalni.
- Łał. Wybierasz się gdzieś? – pyta Hazz.
- Idę się spotkać ze znajomym. – odpowiadam siadając pomiędzy Al i Vi.
- Na randkę? – pyta wyraźnie zmartwiony Daddy.
- Nie. Muszę z nim porozmawiać. Pewnie słyszeliście o tej akcj na lotnisku?- kiwają głowami.
- Muszę mu powiedzieć co do niego czuję. – kończę.
Wszyscy wzdychają i zaczynamy jeść. Po jakimś czasie już siedzę w kawiarni z Adamem.
- To o czym chciałaś rozmawiać Su? – pyta chłopak.
- O tym co się zdażyło na lotnisku.
- No więc… - gestem pokazuje abym rozwineła myśl.
- Chciałam ci powiedzieć, że naprawdę cię W T E D Y kochałam, w podstawówce, ale teraz w moim sercu jest kto inny.

Perspektywa Louisa
O jakaś milutka kawiarenka. Napiję się kawy i wracam do domu dziewczyn. Co do? Su? Ehh… ma własne życie. No nie spojżała na mnie. Wychodzę. Nie chcę jej niszczyć randki.
- Louis? – pyta wychodząc za mną. – Co ty tu robisz?
- Chciałem się napić kawy, ale chyba zrobię to gdzie indziej. – odwracam się i gdy już mam odejść ona łapie mnie za rękę.
- O czym chciałeś ze mną porozmawiać. – pyta.
- O niczym. To już nie jest ważne. Idź do swojego chłopaka. Pewnie się o ciebie martwi.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!! – zaczyna się. Fanki mnie zaóważyły.
- Mogę twój autograf?
- Mogę zdjęcię z tobą?
- Podpiszesz mi się na waszej płycie?
Krzyczały jedna przez drugą. Spełniłem prośbę karzdej i się rozeszły. Odwróciłem się w stronę kawiarnii. Ona właśnie z niej wychodziła. Nasze oczy się spotkał. Poczółem jej ból. Strasznie źle mi się zrobiło. Postanowiłem wrócić do domu.



_________________________________________________________
No siemanko! Już mówię, że 13 rozdział dodam prawdopodobnie wieczorem, bo muszę zrobić pracę o One Direction na dodatkowy agielski. Jestem taka happy, że pan zgodził się na właśnie taką pracę :) Dobra. Mam nadzieję, żę swię wam podoba.
// Zara

czwartek, 12 września 2013

One Dream: One Love (Rozdział 11)


Perspektywa Louisa
Odjechała. Czyli jednak nic do mnie nie czuje. Przecież Pezz wyraźnie powiedziała, że ona mnie naprawdę kocha. No cóż. Ona mówiła to do Zayna, ale i tak wszystko słyszałem. Słyszałem tak jakby to mówiła Su.  Tak samo jak jej płacz. Za każdym razem słyszałem jej płacz zza ściany. Za każdym razem chciałem do niej podejść i mocno ją przytulić. Poprawić jej humor. A wczoraj? Tylko pogorszyłem nasze stosunki od tamtego dnia. Od tego wypadku w tak romantycznym miejscu. Po pierwsze powiedziałem, że oświadczę się El, potem ten wypadek, nasza kłótnia, moja chęć samobójstwa, to jak p r a w i e ją pocałowałem, a teraz jeszcze to. Jestem najgorszym przyjacielem na świecie. Jeśli w ogóle byłem jej przyjacielem.
- Louis? Co ty tu robisz, na tym deszczu? Już do środka! – powiedziała Perrie wyglądająca z okna.
- Po co? – pytam nadal patrząc w kierunku, w którym pojechała.
- Louis, ona wróci. Wiem to. Ona chce sobie to wszystko poukładać. Możliwe, że nie wiesz, ale powiedziała mi, że… - mówi ale nie pozwalam jej skończyć
- Powiedziała? Wydaje mi się…- wzdycham-  raczej już zmieniła zdanie na temat swoich uczuć do mnie.
- Ale skąd ty? – pyta zdziwiona
- Słyszałem jak mu o tym mówiłaś.- pokazuję głową Zayna, który pojawia się obok Pezz.
 - Louis. Ona powiedziała, że bez względu na wszystko zawsze cię kochała i będzie kochać. Naprawdę.- mówi dalej, coraz bardziej smutnym tonem. Mam ochotę wziąć kluczyki i pojechać za nią na to lotnisko. Wyznać jej co tak naprawdę do niej czuję i w końcu… no… pocałować ją. Tak mi na niej zależy. Zrobię wszystko co będzie w mojej mocy, aby naprawić to co zepsułem. – Idziesz?
- Tak. – ostatni raz zerkam w tamtym kierunku. – Już idę. – mówię zrezygnowany, a po policzkach ciekną mi strużki łez, które mieszają się z deszczem.
Wchodzę do domu. Ściągam buty i wieszam kurtkę na wieszaku. Idę do pokoju nie zważając na pytania przyjaciół. Zmierzam w jednym kierunku. Do pokoju zaraz obok mojego. Do j e j pokoju. Ten zapach jej perfum gdy otwieram drzwi. Ten sam widok tylko bez jej rzeczy i bez n i e j. Brakuje mi tych naszych kłótni czy byłem winny, że doszło do tamtego wypadku. Brakuje mi tego jak się przytulaliśmy i tego jak na mnie patrzyła za każdym razem gdy mnie widziała. Brakuje mi tego uczucia jej obecności przy mnie gdy byliśmy tak niebezpiecznie blisko siebie te dwa razy i żałuję tego, że ani razu jej nie pocałowałem. Żałuję tego, że nie wyznałem jej tego co czuję gdy ją widzę, słyszę i dotykam. Żałuję, że nie powiedziałem jej jaki jestem przy niej szczęśliwy. Tego wszystkiego żałuję. Ale nie żałuję jednego. Tego że ją spotkałem i tak mocno kochałem i kocham ją nadal. Co mogę zrobić aby wróciła? Już wiem!
Perspektywa Susan
Czy ja naprawdę muszę mieć takiego pecha do miłości? Dlaczego? Najpierw Adam, moja (jak i wszystkich dziewczyn) miłość z podstawówki ( byliśmy T Y L K O przyjaciółmi), Maciek, miłość z gimnazjum ( nie zwracał na mnie uwagi) , Michał (wiadomo co), Romano (ten idiota) no i Louis.
Dobrze, że moi rodzice i brat się znaleźli. To jedyne szczęście w nieszczęściu. Właśnie. Rodzice. Zadzwonię do mamy.
- Aleksandra Dragon. Słucham? – mówi, a no tak nie ma mojego nowego numeru telefonu. Dobrze, że jestem na lotnisku i czekam na Al i Vi, bo mogę z nią porozmawiać. Dziewczyny miały podjechać po mnie zaraz po wylądowaniu.
- Dzień dobry.- postanawiam ją nabrać – Jedna z wokalistek First Move, mianowicie Susan Dragon, chce z panią rozmawiać, ale chyba jednak przeszkadzam więc zadzwonię później.
- Su?- pyta, a w jej głosie słyszę, że zaczyna płakać – Su, to naprawdę ty?
- Tak mamuś. – mówię ledwo powstrzymując łzy. -Co u was? Jak się czujecie?
- U nas dobrze. Chciałabym wiedzieć, czy to co mówią w telewizji o tobie i tym twoim Louisie to prawda?
Mówi to, a mnie do oczu napływają łzy. Tak bardzo chciała bym powiedzieć, że to prawda, ale nie mogę. Tak nie jest.
- Nie. – mówię, a łzy już powoli spływają po moich policzkach.
- Su? Dlaczego płaczesz? Coś ci zrobił?- pyta zatroskana, jak zawsze, mama
- Nie, ja… ja… ja po prostu chcę aby to była prawda. – mówię jąkając się przez łzy
-Jak będziesz w domu to wszystko nam opowiesz, dobrze?
- Tak.
- To kiedy będziesz?
- Al i Vi już jadą. Także za jakieś cztery do pięciu godzin będziemy.
- Dobrze. Jedźcie ostrożnie. Kochamy cię.
- Ja was też.
Rozłączam się i pozwalam płynąć moim łzom swobodnie.
- Su? Su Dragon? – ten znajomy głos. Ten sam głos, który słyszałam od przedszkola do imprezy gimnazjalnej, kiedy to jak tańczyliśmy, zbliżyliśmy się do siebie i pocałowaliśmy się. – Su co tu robisz? I dlaczego płaczesz?
Siada obok mnie, już nie ten sam co zawsze. Kiedyś chudy, szare oczy, zawsze ulizana fryzurka, ta niepewność i strach w oczach, okularki i kołnierzyk. Teraz wygląda tak dorosło. Przepiękne, głębokie szarawo-niebieskie oczy, wysportowana sylwetka, rozczochrane włosy i pełne energii i zatroskania oczy wpatrujące się we mnie. Tylko we M N I E. Jego stare przezwisko już do niego nie pasuje. Kiedyś Adunio, a teraz… nawet nie wiem jak by to powiedzieć, chyba po prostu Adam.
- Adam? – nie mogę wyjść z podziwu, że tak się zmienił – To naprawdę ty?

Perspektywa Louisa
- Chłopaki jesteśmy. – mówi Liam.
Tak się cieszę. To była najlepsza decyzja w moim życiu. Wybiegam z samolotu. Załatwiam wszystko co potrzebne, przedzieram się przez tłumy fanek, kilka dostaje mój autograf. Jest! Widzę ją. Zaraz zrobię jej taką niespodziankę!
- Su!- mówię ale zamieram w pół kroku gdy widzę ją siedzącą i przytulającą się do innego.
- Louis?! – mówi wstając. – Co ty tu do diabła robisz?! Nie zrozumiałeś? Nie wracam do Londynu!
- Dlaczego? – pytam wiedząc, że zaraz mogę wybuchnąć płaczem.
- Wiesz dlaczego.- gdy zaprzeczam wznosi oczy do nieba – Przez to twoje zachowanie.
- Możemy porozmawiać w cztery oczy? – pytam zerkając na chłopaka siedzącego dalej na ławce.
- No dobrze. – mówi i prowadzi mnie na bok.
W jej oczach widzę łzy. Widzę jaki ból jej sprawiłem przylatując tutaj. Czy naprawdę ona przez to płacze?
- Czemu płaczesz? – pytam ocierając jej policzki, a ona się nie odsuwa tylko patrzy mi w oczy i pyta:
- A dlaczego ty płaczesz? – patrzy mi głęboko w oczy
- Bo sobie wyjechałaś i już do nas nie wrócisz… tak sobie myślałem, -„że mógłbym wszystko naprawić jakbyś z nami wróciła. Tylko proszę, daj mi tę ostatnią szansę.” -… – patrzę na nią, a łzy dalej płyną po moich policzkach.
- Co myślałeś? – pyta
- Że… - jąkam się chwilę – że będziesz chociaż na urodzinach Nialla w piątek.
- A co jest dzisiaj?
-Środa.
- Zadzwonię. Do was.
- Przecież… - zaczynam
- Nie, wiesz dlaczego to zrobiłam. Proszę, zrób coś dla mnie. – mówi ocierając moje i swoje łzy
- Co takiego? – pytam
- Wróć do Londynu i zapomnij. Zapomnij o wszystkim co zdarzyło się od koncertu. Zapomnij o naszych wspólnych chwilach. Będzie ci łatwiej wrócić do El. – mówi i zmierza w kierunku chłopaka, który dalej siedzi na ławce.
- Ale ja nie chcę wracać do El. – mówię ale ona już nie słyszy, gdyż jest już w jego objęciach.

Perspektywa Alex
Musimy się pośpieszyć. Su pewnie już od dawna na nas czeka. Dobra, ale tu tłumy.
- Bu!- krzyczy ktoś i łapie mnie w talii.
Ja tak wystraszona odwracam się szybko i walę gościa z liścia tak mocno, że upada.
- Boże! Niall! Przepraszam!- mówię podając chłopakowi rękę aby wstał.
- Spokojnie, nic mi nie jest. – mówi uśmiechając się – Ale tego się nie spodziewałem.- przytula mnie
- No wiesz, przestraszyłeś mnie. – mówię odwzajemniając jego uścisk
- Wiem. Posłuchaj. Rozumiem to, że dawno się nie widzieliśmy i w ogóle… - mówi odsuwając mnie troszkę aby popatrzeć w moje oczy. – Chciałem zapytać czy może… Czy jesteś z kimś związana?
- Chciałabym być. Z takim jednym, co ma błękitne oczy. – mówię uśmiechając się, a on zbliża się aby mnie… omg! On chce mnie pocałować! Czy to jest sen?!
- A jaki ma kolor włosów. Bo znam kilku o niebieskich oczach. – mówi, a nasze nosy już się dotykają.
- Z tym samym blondynkiem, z którym się zaraz… - nie kończę, bo Niall łączy nasze usta w pocałunku.
Nagle błyska flesz.
- No nie.- mówię – Reporterzy.- a on na nich nie zwraca uwagi
- No i co? Przecież nie mogą nam zepsuć tego co do siebie czujemy, prawda? – pyta
- Prawda.- mówię i przyciągam go by znów złączyć nasze usta.

Perspektywa Victorii
-Gdzie ona jest?- mówię sama do siebie. Nagle jakiś chłopak w kapturze podchodzi do samochodu Su i opiera się w taki sam sposób jak ja
- Emmm… Przepraszam? – mówię przerażona
- No hej!- mówi i ściąga kaptur.
- Harry?! – pytam i przytulam się do niego gdy wyciąga ręce aby mnie objąć. – Co ty tutaj robisz?
- Louis chciał pogadać z Su aby wróciła z nami do Londynu. A skoro mam czas to chciałem cię o coś zapytać. – mówi dalej obejmując mnie w talii i rumieniąc się spogląda mi w oczy.
- O co chciałeś zapytać? – pytam czując, że zaraz będziemy na tyle blisko siebie i moje marzenie się spełni. Czy to może być prawdziwe, czy to może być prawdą, że Harold Edward Styles, jeden z One Direction, zaraz mnie pocałuje?
- Chciałem zapytać czy masz może już jakieś plany na przyszłość, u czyjegoś boku? – pyta będąc coraz bliżej.
- Na razie nie. Ale to może się już niedługo zmienić. – mówię to na sekundę przed pocałunkiem. Więc to prawda. Hazza mnie kocha!
- To, zechcesz towarzyszyć u mojego boku? – pyta odrywając swoje usta od moich, ale tylko na chwilę, bo gdy kiwam głową, znów mnie całuje.

Perspektywa Susan
- Co on od ciebie chciał? – pyta Adam pokazując głową w stronę Tomlinsona
- Prosił, abym wróciła z nimi do Londynu.
- I wracasz?
- Zobaczę. W pewnym sensie coś do niego czuję, ale z drugiej strony chciałabym zostać tu z… - nie mogę skończyć bo Adam bierze moją twarz w ręce i łączy nasze usta w pocałunku.
- Dla mnie tamto na balu, było naprawdę bardzo ważne. – mówi patrząc mi w oczy – Ja cię kocham. – dodaje szeptem
Nagle podbiegają do nas reporterzy.
- Su co się stało z tobą i Louisem?
- Dlaczego z nim zerwałaś?
- Czy może go zdradzasz?
- Kim jest twój nowy obiekt westchnień?
Krzyczą jeden przez drugiego, ale Louis posyła ochroniarza aby odgonił reporterów.
- Dziękuję. – zwracam się do chłopaka, którego mijam idąc na parking. Gdy na mnie patrzy widzę, że nadal ma łzy w oczach.
- Nie ma sprawy. – rzuca również idąc na parking, ale dociera tam szybciej i woła chłopaków.
- Cześć. – Wołam. Gdy wsiadają do samochodu. Niall, Zayn, Liam i Harry odwracają się gwałtownie i biegną w moją stronę. Każdy po kolei mnie przytula.
- Namówił cię? – pyta Liam
- Nie. A co u was?
- Dobrze. Liam i Dani są znowu razem. – odpowiada Nialler
- Niall bardzo mi przykro, że nie będę na twoich urodzinach.
- Su! – krzyczą Al i Vi.
- Cześć!
Gadamy wszyscy jakiś czas.
- Chłopaki! – woła Louis wysiadając z samochodu, ale zaraz się cofa widząc, że na niego patrzę.
- Dobra. Na razie dziewczyny. Do zobaczenia. – mówi Zayn, a Niall i Harry całują Al i Vi na pożegnanie.
Wracam do domu w towarzystwie dziewczyn i ciągle je wypytuję o ich nowe związki.


__________________________________________________________
No siemka! Tu znowu ja i jestem dziś very happy. po pierwsze Nialler ma jutro urodzinki, a po drugie będę je świętować razem z moimi BFF. Objemy się kebabem po szkole. Ale ja miałam głupią skapę jakiesz dwie godz temu, że idę jutro z dziewczynami, a są właśnie jutro ur. Niallera. Dobra ja muszę kończyć bo jestem śpiąca. Jednokierunkowych sisters :)
// Zara

niedziela, 8 września 2013

One Dream: One Love (Rozdział 10)


- Co? – pyta patrząc na mnie przerażony.
- Co mam teraz zrobić?
- Ty nic. Ja jadę mu przywalić za to co zrobił.
- Louie nie!
- Dlaczego?
- Bo on jeszcze coś ci zrobi.
- Przecież go zaaresztowali.
- No tak ale proszę zostań.- błagam go
- Dobrze, ale chodź do domu. Robi się późno.
Nagle błysnęło jakieś światło.
- No nie. Reporterzy.
- Czy ty jesteś nową dziewczyną Louisa?
- Jak długo jesteście razem?
- Czy myśleliście już o ślubie?
- Czy ty jesteś Susan Dragon, z zespołu First Move?
Krzyczeli jeden przez drugiego. Lou wyciągnął nas z tego tłumu i wbiegliśmy do domu.
Gdy impreza się skończyła , a ja siedziałam w moim pokoju włączyłam TV
- Susan Dragon, z mało znanego zespołu First Move, widziano dzisiaj w objęciach jednego z chłopaków z zespołu One Direction. Louis Tomlinson i Susan Dragon zaraz po zobaczeniu reporterów wbiegli do domu, w którym mieszka cały zespół i Perrie Edwards. Reporterzy czekają cały czas, ale nikt oprócz gości, nie wychodził. Rodzina Susan Dragon została dzisiaj odnaleziona. Porywaczem jest prawdopodobnie już były wokalistki, Romano Demetrien. Prawdopodobnie Susan Dragon jest nową dziewczyną Louisa, który chciał ją pocieszyć po tym co się stało. W takim razie co z byłą Louisa, El? Czekamy na dalsze informacje od naszych reporterów. Obiecujemy, że Wy dowiecie się czegoś pierwsi! – powiedział prezenter, a ja zamarłam. Uważają mnie za dziewczynę Louisa. Nagle zadzwonił mój telefon. To znowu policja.
- Tak słucham?
- Su? – odezwał się znany  mi głos w słuchawce.
- Romano? Ty idioto jak mogłeś!!! Dlaczego porwałeś moja rodzinę!!!! Co ja ci takiego zrobiłam?!
- Uspokój się. Jeden idiota mi za to zapłacił bo chciał się do ciebie zbliżyć.
- Kto taki?
- Michał Margo. Pewnie go znasz. –zaczął się wrednie śmiać.
- Michał?
- Tak słonko.
Rozłączyłam się i zaczęłam głośno płakać. Na tyle głośno, że zza ściany usłyszał mnie Louis.
- Su co się stało?- zapytał wchodząc do mojego pokoju w samych bokserkach.
- Michał zapłacił Romano, aby porwał moich rodziców bo chciał się do mnie zbliżyć. – łkałam, a on mnie mocno przytulił do swojej gołej klatki piersiowej. Słyszałam jak bije jego serce. Nie puszczał mnie, a je nie chciałam puszczać jego. Było mi tak źle tym co zaszło. Strasznie się cieszyłam, że jest przy mnie. Że akurat on jest przy mnie. Nie zareagowałam nawet na odgłos wiadomości na skayp. Powtarzający się co jakiś czas.
- Lepiej to sprawdź.- mówi patrząc na mnie i wycierając moje łzy.- Ja zaraz wracam. Pójdę założyć jakieś spodnie.- zaczął się lekko śmiać. Puściłam go i wyszedł, a ja podeszłam do laptopa. Wiadomość była od Alex, więc zadzwoniłam do niej.
- No hej! Jak tam? – zapytałam gdy odebrała
- Ty mnie się pytasz jak tam?! Ja się ciebie pytam co ty do diabła tam wyprawiasz?!
- Co?
- Tylko mi niemów, że nie widziałaś wiadomości! Mówili o Tobie i o Louisie! Dlaczego nam nie powiedziałaś?! 
- To nie prawda. Nie jestem z Lou. – w tym momencie właśnie on wszedł i usiadł obok mnie. Założył tylko spodnie.
- Hej Al!- przywitał się widząc z kim rozmawiam
- Louis musisz mi potwierdzić słowa Su, że nie jesteście razem. – mówi stanowczo Al.
- Ale nie jesteśmy. Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- A w takim razie co mówią w TV o was?
- Ciągle coś mówią?!- podaję laptopa Louisowi i włączam moje TV
- Nasi reporterzy donoszą, że widzieli parę w jednym z okien. Podobno Louis był w samych bokserkach, gdy przytulał Susan. Na żywo spod domu One Direction, Hall Paradise. Hall co się tam dzieje?- Atmosfera w domu jest spokojna. Zaraz,  zaraz. Ktoś podchodzi do okna. –mówił reporter
- Ja i Louis jesteśmy przyjaciółmi!! Zapamiętajcie to sobie i zostawcie nas w spokoju!- krzyknęłam z balkonu po czym wróciłam do pokoju i wyłączyłam TV.
Usiadłam obok Lou.
- Wszystko okey?- zapytał oddając mi laptopa.
- Już dobrze.
- Dobra Su- powiedziała Al- mam jeszcze jedno pytanie. Będziesz na tym spotkaniu? No wiesz tym balu i takie tam.
- Jasne. Kiedy on jest?
- Za dwa tygodnie. To do zobaczenia, tak?
- Tak. Pa.
- Całuski.
- Tęsknię za wami.- mówię
- My za tobą też, ale przecież masz jeszcze jego.- powiedziała wskazując na Lou.
- Tak. Zawsze do mnie przychodzi z problemami.- mówi uśmiechając się do mnie
- Ostatnio to ty mnie goniłeś bo miałam problem i nie chciałam ci powiedzieć.- rzucam dziwnie patrząc na chłopaka.
- Ah… jak wy uroczo razem wyglądacie.- zaśmiała się Al- Dobra to ja spadam. Pa.
Rozłączyła się.
- „Uroczo razem wyglądacie”? Co jej jest?- zapytał Lou, gdy odkładałam kompa
- Pewnie znowu przesadziła ze zdjęciami Nialla i żelkami.
- Zdjęciami Nialla? – zapytał zdziwiony
- Ja naprawdę to powiedziałam?
- Tak. – odpowiada- Ale spoko, nie powiem mu.- uśmiechnął się do mnie.
Minęły prawie dwa tygodnie. Jutro wyjeżdżam na ten bal, czy cuś tam.
Jest już 23. Podchodzę pod drzwi Louisa. Gdy wchodzę ten już leży pod kołdrą
- Lou?
- Tak?
- Widziałeś mój telefon?
- Nie. A co?
- Zniknął, a muszę porozmawiać z Romano.
- Czy tobie odbiło?! – pyta wstając z łóżka. Znowu ta niezręczna (dla mnie) sytuacja, bo jest w samych bokserkach. – Po co chcesz z nim rozmawiać? Po tym co zrobił?
- Muszę się go zapytać czy to co mówił o swoich uczuciach do mnie było prawdą.
- On pewnie cię wykorzystał. Nie możesz z nim rozmawiać! Zabraniam ci!
- Nie będziesz mi rozkazywał!- wybiegłam z jego pokoju trzaskając drzwiami i wbiegłam do mojego, równie głośno.
- Co wy tam do diabła wyrabiacie? – Wrzasnął Zayn.


 Perspektywa Louisa
Czemu ona chce z nim rozmawiać? Po tym co jej zrobił? Może lepiej z nią pogadam. Chyba naprawdę się zdenerwowała.
- Su? – pukam lekko do drzwi, a gdy ona nie otwiera wchodzę. To był zły pomysł bo od razu oberwałem poduszką:
 - Wynoś się z mojego pokoju! – wrzasnęła przez łzy w oczach.
- Su chcę z tobą porozmawiać.
- Wynoś się!
Zamknąłem drzwi i poszedłem do pokoju. Położyłem się na łóżku i cały czas myślałem o tej sytuacji.

Perspektywa Susan
- Ale dziś leje.- mówię sama do siebie
- Su! Twoja taksówka!- usłyszałam głos Liama. Zeszłam na dół z walizkami – Na pewno już do nas nie wrócisz? – pyta dalej smutny po naszej rozmowie i też po tym co powiedziała mi mama Sophie.
- Tak, ale będę do was pisać.
- Do mnie, Nialla, Zayna i Harrego?
- Tak.
- Co zaszło pomiędzy tobą, a Louisem?- zapytał podchodzący do nas żarłok
- Pokłócili się i to ostro.- odpowiada za mnie Loczek wchodzący do przedpokoju
- Dobra ja już muszę lecieć. Pa.- przytuliłam się do każdego i wyszłam. Wsadziłam walizkę do bagażnika. Deszcz tak mocno padał, że byłam już mokra do suchej nitki.
Nagle z domu wybiegł Louis
- Su poczekaj. Proszę.- błagał mnie
- Jeśli chcesz mnie błagać abym wróciła po balu to możesz sobie darować bo reszta chłopaków już cię uprzedziła. – mówię ostrym tonem, ale on tylko się do mnie zbliża, łapie w talii i przyciąga bliżej.


Gdy nasze usta prawie znów się spotykają, ja odsuwam się i wsiadam do taksówki.
- Trochę za późno.- mówię przez otwarte okno, a kierowca rusza w stronę lotniska.


__________________________________________________________________
Hej i co myślicie? Mam nadzieję, że się podoba bo pewnie już ostatni raz wrzuciłam tego samego dnia tyle rozdziałów. Wiecie gimnazjum i muszę się solidnie wziąć do roboty. Pisać będę dalej, o to się nie martwcie.
// Zara

One Dream: One Love (Rozdział 9)


… i nagle się oddalił.
- Przepraszam. – powiedział zabierając ręce z mojej talii – Nie powinienem.
- Nic by się nie stało.- mówię, a gdy widzę jak na mnie patrzy dodaję- To znaczy, nic się nie stało.
Gdy chcę coś jeszcze powiedzieć wychodzi z mojego pokoju. Zamykam oczy i w duchu wrzeszczę na siebie samą, że nie zrobiłam nic aby doszło do pocałunku. Przecież tak tego chciałam. Nagle do mojego pokoju wchodzi Pezz:
- Su chodź już. Liam i Sophie zaraz będą.- mówi – Czy coś się stało?- pyta zamykając drzwi.
- Louis i ja… prawie… prawie się… prawie się pocałowaliśmy. – mówię i rzucam się na łóżko.
- To chyba dobrze, że do tego nie doszło? Przecież masz chłopaka.- mówi siadając obok i pocieszając mnie.
- W pewnym sensie masz rację, ale ja i tak kocham Louisa. – wypalam bez namysłu, a gdy Pezz patrzy na mnie ze zdziwieniem dodaję – Ja cały czas kocham Louisa. Od początku One Direction. Zawsze był tylko on, ale nie za sławę czy pieniądze, tylko za to jaki jest, więc gdy dostałam szansę na przyjazd tu byłam taka szczęśliwa, że może uda mi się go poznać. Udało mi się po przed przyjazdem do Londynu. Ale gdy już jesteśmy o tak mało od pocałunku, -pokazuję jej na palcach jak mało- on nagle staje się tym gównianym dżentelmenem i odsuwa się ode mnie, bo mam chłopaka.- mówię odwracając się twarzą do Perrie.
- To może z nim porozmawiaj o tym co zaszło, albo zerwij z Romano skoro kochasz Lou- mówi Pezz
- Zobaczę.

Perspektywa Louisa
Jak ja mogłem?! Przecież ona ma chłopaka. Po co w ogóle się tak przejąłem tym zdjęciem? Przecież El już ze mną zerwała. Poza tym, Su ma już nowego chłopaka, a to że się nie odsunęła… właśnie. Dlaczego się nie odsunęła ode mnie?
- Louis? Gdzie Su i Pezz? – pyta Zayn- Liam i Sophie zaraz tu będą. Hej, dlaczego jesteś smutny? Przecież są urodziny Liama. Powinieneś być szczęśliwy.
- I w tym sensie jestem, a martwi mnie co innego. – odpowiadam
- To co  cię tak martwi?
- Su.
-Su? Dlaczego?
- Ja… Ja prawie ją pocałowałem. – mówię prawie szeptem, ale dość głośno by tylko on usłyszał.
- To chyba dobrze? Ale oprócz tego ”PRAWIE”.
- Chodzi mi o to, że gdy już byłem na tyle blisko ona się nie odsunęła, a przecież ma chłopaka. – odpowiadam na pytanie kumpla
- Nie martw się. Pewnie była tym bardzo zszokowana. Porozmawiaj z nią na ten temat.
- Zobaczę. A co do dziewczyn to właśnie schodzą.- powiedziałem pokazując Zaynowi schody.
                                                                                                                        
Perspektywa Susan
Pezz ma rację powinnam z nim o tym porozmawiać.
- Lou? – pytam podchodząc do niego
- Tak? – odwraca się w moją stronę
- Musimy porozmawiać o tym co zaszło. – mówię patrząc mu w oczy
-Wszyscy kryć się! Liam idzie! – krzyknął nagle Niall
Louis pociągnął mnie za kanapę gdzie ukryła się już Pezz i Dani. Drzwi frontowe się otwierają i wchodzi przez nie Liam i Sophie.
- Niespodzianka! – krzyczymy wyskakując z ukrycia. Liam aż się odsuwa.
Jego uśmiech mówi wszystko. Jest taki szczęśliwy. Kiedy jest moja kolej aby dać mu prezent podchodzę i wręczam mu ładnie zapakowane pudełko:
- Wszystkiego najlepszego Liam.- mówię i mocno go przytulam.
- Su, nie musiałaś.
- Ale chciałam.- dodaję uśmiechając się.
- Co to takiego?- pyta
- Otwórz a zobaczysz. – mówię czekając aż otworzy.
- Boże! Su dziękuję! To jest piękne!- mówi patrząc na prezent.
 

- Cieszę się. Miałam nadzieję, ze ci się spodoba.- mówię gdy chłopak mnie mocno przytula.
Impreza minęła bardzo szybko. Po pewnym czasie przyszła mama Sophie, prosząc kogokolwiek, oprócz Sophie, żeby jej wysłuchał.
- Co się stało? – pytam zapraszając aby usiadła na krześle, które stoi w kuchni.
- Chodzi o moją córkę. Ona nie kocha Liama za wielkie serce. Tylko za jego gruby portfel.- mówi a łzy ciekną jej po policzkach
- Jak to? – zapytałam przerażona
- Tak, ale proszę cię, powiedz mu to dopiero jutro. Nie chcę mu niszczyć urodzin.
- Dobrze. Zostanie pani?- pytam
- Nie, muszę już iść. Dowidzenia.- żegna się po czym idzie do drzwi
Wychodzę z kuchni i wpadam po drodze na Lou.
- Przepraszam, zagapiłam się. – mówię dalej bardzo mocno zdziwiona.
- Coś się stało Su?
- Mama Sophie powiedziała, że ona kocha Liama dla jego pieniędzy.
- Co? Trzeba mu to powiedzieć.
- Ale jutro, nie niszczmy mu urodzin.
- A skoro mowa o niszczeniu, to chciałem z tobą porozmawiać o tym jak zniszczyłem naszą przyjaźni.
- Co? Nie zniszczyłeś naszej przyjaźni prawie mnie… - patrzę na niego i nie mogę wypowiedzieć tego ostatniego słowa.
- Przepraszam, obiecuję, że więcej tego nie zrobię. Zapomnijmy o tym, okey? – mówi i nie czekając na moją odpowiedź wraca do Nialla, z którym wcześniej rozmawiał.
Nagle dzwoni mój telefon:
- Halo? –pytam
- Pani Susan Dragon?- odzywa się głoś w słuchawce
- Tak, słucham. Co się stało?
- Mówi komisarz Stefański, z wydziału zaginięć. Dzwonię aby poinformować  panią, że odnaleźliśmy pani rodzinę w Londynie oraz znaleźliśmy ich porywacza. To pan Romano Demetrien. – mówi a mnie zaczyna robić się słabo. Mój chłopak porwał mi rodzinę. Wypada mi telefon, a ja opieram się o ścianę bo zaraz upadnę.
- Su! – podbiega do mnie Louis – Su, co się stało?- pyta przerażony.
Ja zamiast odpowiedzieć wybiegam z domu. Nagle ktoś łapie mnie za nadgarstek, odwracam się:
- Su o co chodzi? – pyta dalej przerażony Louis – Dlaczego płaczesz?
- Znaleźli moich rodziców i brata, oraz porywacza. – mówię wtulając się w niego
- To chyba dobrze, prawda?
- Tak, ale chodzi mi o to kim jest ten porywacz. – łkam
- To kto to jest? – pyta mocno mnie przytulając
- To Romano!



_____________________________________________________________________
No to znowu ja. Mam nadzieję, że taki zwrot wydażeń też wam się spodoba?
// Zara

One Drema: One Love (Rozdział 8)


- Raczej cię to nie zainteresuje. – mówię nadal patrząc mu w oczy.
- Mam pomysł. Pójdziemy na kawę i wszystko mi opowiesz. – mówi i otwiera nade mną parasol, a jego uśmiech jest tak zniewalający, że zgadzam się od razu.
Idziemy w deszczu i rozmawiamy, poznajemy się. Romano prowadzi mnie do cafeterii tej samej, w której Louis dzisiaj mnie pocieszał.
- Ładnie tu prawda? – pyta chłopak, a jego włosy zasłaniają jedno oko.
- Tak. Tu zawsze będzie pięknie.- odpowiadam patrząc tylko na niego.
- Byłaś tu już? – pyta widząc, że nie rozglądam się po lokalu
- Tak. Dzisiaj rano z…- i wtedy sobie przypominam to co chciałam zapomnieć. Chciałam zapomnieć ten wypadek, Louisa mówiącego mi, że oświadczy się El właśnie tu.
- Z…? Z kim tu przyszłaś? Czy to jest powiązane z tym dlaczego płakałaś? – pyta łapiąc mnie za rękę pod stołem
- Tak, byłam tu z przyjacielem, który… nieważne. – odpowiadam wyciągając rękę z jego uścisku.
- O co chodzi Su? Przecież ty możesz mieć, każdego. Jesteś z First Move.  –odpowiada uśmiechając się do mnie.
Patrzę zdziwiona bo nie mam pojęcia o czym on mówi.
- Dobra może inaczej. – zaczyna ledwo powstrzymując się od śmiechu- Wiem, że znamy się dopiero godzinę, ale może chciała byś… czy zechcesz… ehh… chcesz być moją dziewczyną? – pyta rumieniąc się.
- Ja… wiesz… nie powinnam… jakiś czas temu zerwałam z chłopakiem i to raczej nie będzie dobry pomysł…
- Okey. – przerywa mi – Rozumiem. Jeszcze się nie pozbierałaś po tamtym zerwaniu. O jak późno muszę już iść. Wiesz jak trafić stąd do domu?
- Tak. Dziękuję ci za wszystko Romano. – odpowiadam trochę smutna, że się nie zgodziłam
Gdy Romano opuszcza sklep biegnę za nim. Łapię go za rękę.
- Coś nie tak? – pyta lekko przerażony
Ja patrzę mu w oczy, a gdy on nie doczekuje się odpowiedzi na swoje pytanie, bierze moją twarz w dłonie i przyciska swoje usta do moich. Stoimy tak w deszczu, gdy nagle podjeżdża samochód, a wysiada z niego Zayn:
- Su? – pyta lekko zdziwiony tą sytuacją
Ja odwracam się gwałtownie.
- Zayn? Co ty tu robisz?
- Szukam cię. Właściwie wszyscy cię szukają. Louis jest załamany, że przez niego trafiłaś do szpitala, a teraz może ci się stać coś więcej i to przez waszą kłótnię.
- To o to chodziło.- mówi Romano cały czas patrząc na Zayna
- Su wracajmy do domu. Liam nie może nawet uspokoić Dani, która zanosi się płaczem. – nagle dzwoni jego telefon – Przepraszam na chwilkę. Co?- mówi do telefonu- Dlaczego? Zaraz będziemy. To Pezz. Louis chce się pociąć za to co zrobił.
- Co? –Pytam przerażona – Przepraszam Romano, spotkamy się później. Zayn szybko!- mówię wsiadając do samochodu.
Wbiegam do domu i słyszę jak Harry i Niall próbują wyważyć drzwi. Wbiegam po schodach i widzę, że Liam pociesza Dani i Pezz.
- Louis! Nie wygłupiaj się! – krzyczy Harry- Na pewno nic jej nie jest! – dodaje bo jeszcze mnie nie zauważył.
- Louis! Otwórz drzwi! Nic mi nie jest! –krzyczę podbiegając do drzwi, a Hazz i Niall odsuwają się zdziwieni na mój widok – Louis, proszę otwórz drzwi!
Chłopak otwiera lekko, żeby spojrzeć czy to naprawdę ja. Wszyscy oddychają z ulgą gdy ten wychodzi i przytula mnie cały czas przepraszając za wszystko.
- Najważniejsze, że żyjesz. – mówię wtulając się w niego. Łzy spływają mi po policzkach i na chwilę zapominam o pocałunku w deszczu z Romano. Ale gdy patrzę w oczy Louisa pytając dlaczego, ta chwila wraca, tylko, że zamiast Romano widzę jego, chłopaka, który jest moim idolem, chłopaka, który jest moim przyjacielem. Tylko, przyjacielem. 
- Przepraszam. – tylko to udaje mu się wypowiedzieć bo zaraz znowu się do mnie przytula dalej płacząc.
- Chwila… gdzie El? Powinna być tu gdy jej chłopak chce popełnić samobójstwo, prawda? – pytam zdziwiona jej brakiem.
- To jest tak… El z nim zerwała. – odpowiada z niego Pezz
- Co? Dlaczego?- Pytam dalej
- Nie powiedział. – mówi Loczek pokazując na Lou
- I nie powiem. To nie ważne. – odpowiada Louis ocierając łzy i odsuwając się ode mnie – Co się stało to się nie odstanie.
- Szkoda, że nie powiedziałeś tego gdy się kłóciliśmy.- mówię, a on tylko spuszcza wzrok.

Następnego dnia gdy Liam wychodzi z Sophie, my szykujemy dom na imprezę. Mijają już dwie godziny i goście zaczynają się schodzić. Wchodzę do pokoju i biorę sukienkę, którą kupiłam wczoraj.

Zaczesuję włosy i schodzę gotowa do salonu.
- Ślicznie wyglądasz. -mówi Loczek przyglądając się mojej nowej kreacji
- Dziękuję.- odpowiadam
Idę z nim do kuchni gdzie jest Pezz, Zayn, Dani, Lou, Niall i El, która gdy mnie widzi od razu wychodzi.
- Co się stało?- pytam zdziwiona pokazując na oburzoną byłą Lou, ale on tylko wzrusza ramionami.
- Piękna sukienka.- mówi Pezz
- Dziękuję. To kiedy Liam z Sophie wracają? – zapytałam chłopaków
- Za 20 minut powinni już tutaj być. – odpowiedział Zayn
- Nie boicie się, że tyle gości może roznieść nam dom? – zapytałam
- Spoko, oni są bardziej ogarnięci niż my.- zaśmiał się Hazz
- To co idziemy coś zjeść? – zapytał Niall
- Ty i to twoje jedzenie…- wzruszyłam ramionami
- Nie to nie. Ale ja idę. – wyszedł z kuchni
-Przepraszam.- powiedziałam bo zadzwonił mój telefon. – Zaraz wracam. – wyszłam z kuchni i zmierzam w stronę swojego pokoju. – Halo?
- No hej śliczna, tu Romano. – powiedział
- Cześć!
- Dasz się dziś gdzieś wyciągnąć? – zapytał, a jego akcent sprawiał, że zrobiłabym wszystko o co by mnie poprosił.
- Nie. Nie mogę. Liam ma dziś urodziny.- ale jednak opieram się pokusie wyjścia z nim gdzieś na miasto
- No to w takim razie życz mu ode mnie wszystkiego dobrego. Pa. Kocham cię.
- Ja ciebie też. Całuski. – rozłączam się w momencie gdy ktoś puka do mojego pokoju:
- Prosz!
- Widziałaś? – pyta przerażony Lou
- Co takiego?- pytam zdziwiona
- To. – pokazuje mi na swoim iPhonie nasze wspólne zdjęcie z tego dnia kiedy udawał mojego chłopaka aby Amber, Rocky i Drina dały mi spokój.
- O nie! Jeśli Romano to zobaczy…
- Chwila… Jaki Romano?- pyta zaskoczony
- Mój chłopak.
- Już się pozbierałaś po Michale?
I znowu to samo. Przypomniał mi jak się wtedy ujawnił, chłopak, na którym tak mi zależało. Oczy zaczęły mnie piec.
- Su? – zapytał kładąc rękę na moim ramieniu – Wszystko okey?
- Nie.- wtuliłam się w niego.
- Przepraszam, że znowu przeze mnie płaczesz. – mocniej mnie przytulił
Podniosłam na niego wzrok. Nasze oczy się spotkały. Lou zaczął się do mnie niebezpiecznie zbliżać. Po krótkiej chwili nasze nosy już się dotykały. Dalej się do mnie zbliżał. Zamknęłam oczy czekając na to co ma nadejść. Zapomniałam o Michale, Romano, o całym świecie. Teraz liczył się tylko on. Ten którego od dawna tak mocno kocham, ale nie mogąc być z nim jestem z innym. Nasze wargi praktycznie już się dotykały...



__________________________________________________________________
No hejoł! Jeśli ostatnio byliście zdenerwowani za zakończecie to pewnie tera chcecie mnie zabić :D
Chyba zaraz dodam kolejny rozdział bo normalnie coś mnie zaraz trafi.

{Takie cuś do mojej Best Friend Wi. I co? a nie mówiłam, że będziesz zła zakończenie? :) Do zo w szkole;* }
// Zara

sobota, 7 września 2013

One Dream: One Love (Rozdział 7)


Zanim przeczytasz!
W tym rozdziale dochodzi nowy chłopak, więc...

Romano Demetrien. Ma 22 lata. Nie ma dziewczyny. Jest podobny do byłego Su. (Charakterem, ale Su tego nie zauważa tego bo się zakochała. Serce podpowiada jej, że kocha Louisa, ale na chwilę o nim zapomina zatapiając się w oczach pewnego siebie Romano.)

Dojechaliśmy do jakiegoś sklepu. Lou powiedział, że to tu więc wysiedliśmy z jego samochodu. Louis założył okulary przeciw słoneczne, a mnie podał moje (które, ja głupia, zostawiłam rano w jego samochodzie). Weszliśmy do środka. Było tam bardzo dużo pamiątek i innych rzeczy. Rozglądałam się i w końcu znalazłam prezent idealny. To była mała, ozdobna figurka żółwia z małymi żółwikami. Podeszłam do kasy, zapłaciłam za figurki i zaczęłam szukać Lou.
- O tu jesteś. Wszędzie cię szukałam. – powiedziałam gdy już się odnaleźliśmy
- I co? Znalazłaś coś dla Liama? 
- Tak. Żółwika i kilka małych żółwików.
- Na pewno mu się spodoba. – uśmiechnął się – Dobra. Wracajmy do domu.
- Jeszcze muszę kupić coś w co się ubiorę na tą imprezę. Ty idź gdzie chcesz, ja widziałam tu po drodze sklep z ciuchami, spotkamy się przy samochodzie.

Znalazłam idealną sukienkę i ruszyłam do samochodu Lou.
- Nareszcie. – westchnął chłopak
- Zajęło mi to dziesięć minut, z czego sześć minut szłam. – odpowiadając wsiadłam do samochodu
- Do domu?
-Do domu. – uśmiechnęłam się.
- To jak było w pracy? – zapytał chcąc podtrzymać rozmowę
- Dobrze. Roxy jest bardzo miła. Cieszę się, że z nią pracuję.
- A co u Al i Vi?
- Dobrze. – odpowiadam zerkając w okno aby nie widział, że łzy zaczynają mi spływać po policzkach.
- Su? Wszystko dobrze? Ty płaczesz? – pyta spoglądając na mnie
- Nie, - zaczynam wycierając oczy – ja tylko… po prostu mi ich brakuje. – tym razem rozpłakałam się na dobre.- Nigdy nie wyjeżdżałyśmy nigdzie bez siebie. One są dla mnie jak siostry. Po tym jak moi rodzice i brat zaginęli to tylko one mi zostały. Były ze mną od początku do końca.
- Przykro mi. – mówi łapiąc mnie za rękę i mocno ściskając- Mam pomysł. Chodźmy na lody, żeby poprawić ci humor, okey?
- Okey. – mówię zmuszając się do uśmiechu.

Gdy byliśmy na miejscu weszliśmy do małej cafeterii. Louis odsunął mi krzesło, a sam usiadł naprzeciwko.
- Ładnie tu, prawda.- mówił rozglądając się po lokalu.
- Tak. Urocze miejsce.
- Jeśli przyjdzie taki czas, że oświadczę się El to zrobię to tu. – kontynuował dalej rozglądając się po pomieszczeniu.
Podeszła do nas kelnerka. Ja zamówiłam sok marchewkowy i ciastko marchewkowe. Louis to samo.
- Lubisz marchewki?- spytał patrząc na mnie ze zdziwieniem
- Nie, nie lubię. Ja je kocham. Już od piątego roku życia jem marchewki.- odpowiadam, a on zaczyna się tylko cicho śmiać.
Kelnerka przyniosła nam nasze zamówienia.
- Jesteście parą? – pytała bo Lou nadal nie ściągnął okularów przeciw słonecznych. – Bo zamawiacie to samo, jesteście w romantycznym miejscu. – mówiła dalej cały czas się uśmiechając
- Nie! – odpowiadam szybko- Jesteśmy przyjaciółmi. Tylko przyjaciółmi, nic więcej. – dodaję z przekonaniem patrząc na kelnerkę.
- No dobrze. Smacznego. – mówi odchodząc
Ja przelotnie patrzę na chłopaka i podnoszę do ust szklankę z sokiem.

- C-co się stało? – pytam widząc, że jestem podłączona do sprzętu medycznego, a Louis siedzi i patrzy na mnie. Zauważyłam, że ma mokre oczy.
- Su. Jak się cieszę! Myślałem, że nie żyjesz.
- O co chodzi? Dlaczego jestem w szpitalu? Louis o co tutaj chodzi?- pytam coraz bardziej przerażona.
- Byliśmy w tej cafeterii, pamiętasz, - kiwam głową – nagle podbiegła do ciebie jakaś dziewczyna i zanim zdążyłem zareagować ona walnęła cię w tył głowy i uciekła, a ty upadłaś na podłogę, zadzwoniłem po karetkę. Strasznie się martwiłem, ale lekarz powiedział, że jeśli się jeszcze dzisiaj obudzisz możesz spokojnie iść do domu. – mówi a do oczu nadal napływają mu łzy
- Su! – powiedziała Pezz wchodząca z resztą chłopaków. – Su już dobrze? – pyta ocierając łzy
- Tak,- mówię lekko się podnosząc. – wszystko dobrze. Dzisiaj wychodzę.
- Louis mówił nam co się stało. – dodał Liam
- Przepraszam, ale powinni państwo wyjść, wszyscy bez wyjątków.- powiedział wchodzący lekarz.
Zbadał mnie a potem wypisał do domu. Dojechaliśmy i od razu poszłam do pokoju odpocząć. Po godzinie ktoś zapukał do moich drzwi.
- Proszę.
- Hej! – powiedział Lou- Chciałem cię jeszcze raz przeprosić.
- Louis, nie masz za co przepraszać. To nie twoja wina. Zrozum to wreszcie. Nie chcę żebyś obwiniał się za coś na co niemiałeś wpływu. – powiedziałam wstając z łóżka. Mam dosyć i podchodzę do niego patrząc mu w oczy i próbując w nich nie odpłynąć- To niebyła twoja wina! Louis przestań się za to obwiniać! Chciałeś mnie pocieszyć po tym jak poryczałam się na samą myśl o Al i Vi, zabrałeś mnie do cafeterii, zabrałeś do szpitala gdy to się wydarzyło i jeszcze obwiniasz mi się tu za to, że poprawiłeś mi nastrój?- zaczynam mówić coraz głośniej.
- Nie mogłem poprawić ci humoru. Nie po tym co się stało. – powiedział prawie szeptem
- Nie masz racji. Poprawiłeś mi humor, ale teraz jestem na ciebie wściekła…
- Masz prawo… - powiedział spuszczając głowę
- Louis! Nie jestem wściekła za tamto tylko za to, że się cały czas obwiniasz za tą głupią sytuację. Żyję?
- Tak. – odpowiada podnosząc na mnie wzrok.
- No właśnie! Czyli nic się niestało! Louis wiesz, że nie mogłabym cię za to obwiniać. Jesteś moim przyjacielem.  – zaczynam się bardziej uspokajać
-Ale… - zaczyna, a ja nie pozwałam mu skończyć.
- Żadnych ale! Louis! Nie rozumiesz? To nie twoja wina! Louis…
- Tak? – pyta z westchnieniem.
- Nieważne… Dalej będziesz się obwiniał? – pytam, robiąc się coraz bardzie j spokojniejsza bo wiem, że z nim nie wygram.
- A mam? – pyta załamanym głosem i od razu spuszcza głowę – Wydaje mi się, że powinienem.
- Nie powinieneś. – mówię podnosząc jego opuszczoną głowę zmuszając go, żeby spojrzał na mnie. – Proszę to nie jest twoja wina.
 - A jeśli jest? –pyta dalej załamany
Nie wytrzymuję. Mijam Lou i wychodzę z pokoju. Zbiegam na dół i ubieram buty. Chcę być jak najdalej stąd. Dlaczego nie chce zrozumieć, że to nie jego wina? Idę przed siebie.

Mija jakieś dwadzieścia minut i jestem na pięknym, ale podniszczonym moście. Zaczyna padać. Stoję na nim, a krople deszczu mieszają mi się ze łzami smutku i złości. Nagle podszedł do mnie jakiś chłopak.
- Hej! Jestem Romano. Coś nie tak…
- Su. Nic nie jest w porządku.
- Powiedz co się stało. – mówi, a jego akcent jest taki uroczy, że gdy się odwracam prawie mdleję.  




__________________________________________________________________
Siemanko! Tu znowu ja i przepraszam, że tak późno ale miałam wyjazd integracyjny i dzisiaj wróciłam. Ale mam nadzieję, że ta część się wam spodoba...

// Zara