… i nagle się oddalił.
- Przepraszam. – powiedział zabierając ręce z mojej talii –
Nie powinienem.
- Nic by się nie stało.- mówię, a gdy widzę jak na mnie
patrzy dodaję- To znaczy, nic się nie stało.
Gdy chcę coś jeszcze powiedzieć wychodzi z mojego pokoju.
Zamykam oczy i w duchu wrzeszczę na siebie samą, że nie zrobiłam nic aby doszło
do pocałunku. Przecież tak tego chciałam. Nagle do mojego pokoju wchodzi Pezz:
- Su chodź już. Liam i Sophie zaraz będą.- mówi – Czy coś
się stało?- pyta zamykając drzwi.
- Louis i ja… prawie… prawie się… prawie się pocałowaliśmy. –
mówię i rzucam się na łóżko.
- To chyba dobrze, że do tego nie doszło? Przecież masz
chłopaka.- mówi siadając obok i pocieszając mnie.
- W pewnym sensie masz rację, ale ja i tak kocham Louisa. –
wypalam bez namysłu, a gdy Pezz patrzy na mnie ze zdziwieniem dodaję – Ja cały
czas kocham Louisa. Od początku One Direction. Zawsze był tylko on, ale nie za
sławę czy pieniądze, tylko za to jaki jest, więc gdy dostałam szansę na
przyjazd tu byłam taka szczęśliwa, że może uda mi się go poznać. Udało mi się
po przed przyjazdem do Londynu. Ale gdy już jesteśmy o tak mało od pocałunku, -pokazuję
jej na palcach jak mało- on nagle staje się tym gównianym dżentelmenem i odsuwa
się ode mnie, bo mam chłopaka.- mówię odwracając się twarzą do Perrie.
- To może z nim porozmawiaj o tym co zaszło, albo zerwij z
Romano skoro kochasz Lou- mówi Pezz
- Zobaczę.
Perspektywa Louisa
Jak ja mogłem?!
Przecież ona ma chłopaka. Po co w ogóle się tak przejąłem tym zdjęciem?
Przecież El już ze mną zerwała. Poza tym, Su ma już nowego chłopaka, a to że
się nie odsunęła… właśnie. Dlaczego się nie odsunęła ode mnie?
- Louis? Gdzie Su i Pezz? – pyta Zayn- Liam i Sophie zaraz
tu będą. Hej, dlaczego jesteś smutny? Przecież są urodziny Liama. Powinieneś
być szczęśliwy.
- I w tym sensie jestem, a martwi mnie co innego. –
odpowiadam
- To co cię tak martwi?
- Su.
-Su? Dlaczego?
- Ja… Ja prawie ją pocałowałem. – mówię prawie szeptem, ale
dość głośno by tylko on usłyszał.
- To chyba dobrze? Ale oprócz tego ”PRAWIE”.
- Chodzi mi o to, że gdy już byłem na tyle blisko ona się
nie odsunęła, a przecież ma chłopaka. – odpowiadam na pytanie kumpla
- Nie martw się. Pewnie była tym bardzo zszokowana. Porozmawiaj
z nią na ten temat.
- Zobaczę. A co do dziewczyn to właśnie schodzą.-
powiedziałem pokazując Zaynowi schody.
Perspektywa Susan
Pezz ma rację powinnam z nim o
tym porozmawiać.
- Lou? – pytam podchodząc do
niego
- Tak? – odwraca się w moją
stronę
- Musimy porozmawiać o tym co
zaszło. – mówię patrząc mu w oczy
-Wszyscy kryć się! Liam idzie! –
krzyknął nagle Niall
Louis pociągnął mnie za kanapę gdzie
ukryła się już Pezz i Dani. Drzwi frontowe się otwierają i wchodzi przez nie
Liam i Sophie.
- Niespodzianka! – krzyczymy wyskakując
z ukrycia. Liam aż się odsuwa.
Jego uśmiech mówi wszystko. Jest
taki szczęśliwy. Kiedy jest moja kolej aby dać mu prezent podchodzę i wręczam
mu ładnie zapakowane pudełko:
- Wszystkiego najlepszego Liam.-
mówię i mocno go przytulam.
- Su, nie musiałaś.
- Ale chciałam.- dodaję
uśmiechając się.
- Co to takiego?- pyta
- Otwórz a zobaczysz. – mówię czekając
aż otworzy.
- Boże! Su dziękuję! To jest
piękne!- mówi patrząc na prezent.
- Cieszę się. Miałam nadzieję, ze
ci się spodoba.- mówię gdy chłopak mnie mocno przytula.
Impreza minęła bardzo szybko. Po
pewnym czasie przyszła mama Sophie, prosząc kogokolwiek, oprócz Sophie, żeby
jej wysłuchał.
- Co się stało? – pytam
zapraszając aby usiadła na krześle, które stoi w kuchni.
- Chodzi o moją córkę. Ona nie
kocha Liama za wielkie serce. Tylko za jego gruby portfel.- mówi a łzy ciekną
jej po policzkach
- Jak to? – zapytałam przerażona
- Tak, ale proszę cię, powiedz mu
to dopiero jutro. Nie chcę mu niszczyć urodzin.
- Dobrze. Zostanie pani?- pytam
- Nie, muszę już iść.
Dowidzenia.- żegna się po czym idzie do drzwi
Wychodzę z kuchni i wpadam po
drodze na Lou.
- Przepraszam, zagapiłam się. –
mówię dalej bardzo mocno zdziwiona.
- Coś się stało Su?
- Mama Sophie powiedziała, że ona
kocha Liama dla jego pieniędzy.
- Co? Trzeba mu to powiedzieć.
- Ale jutro, nie niszczmy mu
urodzin.
- A skoro mowa o niszczeniu, to
chciałem z tobą porozmawiać o tym jak zniszczyłem naszą przyjaźni.
- Co? Nie zniszczyłeś naszej
przyjaźni prawie mnie… - patrzę na niego i nie mogę wypowiedzieć tego
ostatniego słowa.
- Przepraszam, obiecuję, że
więcej tego nie zrobię. Zapomnijmy o tym, okey? – mówi i nie czekając na moją
odpowiedź wraca do Nialla, z którym wcześniej rozmawiał.
Nagle dzwoni mój telefon:
- Halo? –pytam
- Pani Susan Dragon?- odzywa się
głoś w słuchawce
- Tak, słucham. Co się stało?
- Mówi komisarz Stefański, z
wydziału zaginięć. Dzwonię aby poinformować panią, że odnaleźliśmy pani rodzinę w Londynie
oraz znaleźliśmy ich porywacza. To pan Romano Demetrien. – mówi a mnie zaczyna
robić się słabo. Mój chłopak porwał mi rodzinę. Wypada mi telefon, a ja opieram
się o ścianę bo zaraz upadnę.
- Su! – podbiega do mnie Louis –
Su, co się stało?- pyta przerażony.
Ja zamiast odpowiedzieć wybiegam
z domu. Nagle ktoś łapie mnie za nadgarstek, odwracam się:
- Su o co chodzi? – pyta dalej
przerażony Louis – Dlaczego płaczesz?
- Znaleźli moich rodziców i
brata, oraz porywacza. – mówię wtulając się w niego
- To chyba dobrze, prawda?
- Tak, ale chodzi mi o to kim
jest ten porywacz. – łkam
- To kto to jest? – pyta mocno
mnie przytulając
- To Romano!
_____________________________________________________________________
No to znowu ja. Mam nadzieję, że taki zwrot wydażeń też wam się spodoba?
// Zara

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz